Z gór nad Bałtyk, czyli skąd u mnie pomysł na bursztyn

Z gór nad Bałtyk, czyli skąd u mnie pomysł na bursztyn

Ci, którzy zaglądają tu od dłuższego czasu, wiedzą doskonale, że moje serce należy przede wszystkim do gór. To właśnie z nimi związana jest duża część moich wypraw, pomysłów i historii, które później trafiają na tę stronę. Góry są też źródłem wielu kamieni i minerałów, które inspirują mnie przy tworzeniu biżuterii.

Jest jednak w tym wszystkim pewien mały paradoks. Choć ciągnie mnie w góry przy każdej możliwej okazji, na co dzień mieszkam zupełnie gdzie indziej – nad morzem, całkiem blisko plaży.

Góry w sercu, Bałtyk na co dzień

Bałtyk jest częścią mojej codzienności, nawet jeśli na tej stronie zdecydowanie częściej pokazuję Wam górskie szlaki niż nadmorski piasek. To właśnie na plaży często trenuję, biegam i przygotowuję się do kolejnych wyjazdów. Kiedy nie mogę ruszyć w góry, trzeba sobie jakoś radzić, a bieganie po piachu potrafi dać nogom całkiem nieźle w kość.

Oczywiście widoku ze szczytu nic mi nie zastąpi, ale morze też ma swój charakter. Po latach mieszkania tutaj chyba trochę niesprawiedliwie traktowałem je głównie jako miejsce treningów i spacerów.

Od pewnego czasu docierały do mnie pytania o bursztyn i o to, czy pojawi się kiedyś w mojej biżuterii. Początkowo nie przywiązywałem do tego większej uwagi. Klejbor na Kresach Świata od zawsze kojarzył mi się bardziej z górami, wyprawami, minerałami i kamieniami przywożonymi z różnych miejsc.

W końcu jednak dotarło do mnie, że jednego z najciekawszych materiałów wcale nie muszę szukać setki czy tysiące kilometrów od domu. Morze czasami wyrzuca go praktycznie pod moje nogi.

Bursztyny znalezione razem z córką

Ostatnio wybrałem się na plażę razem z córką i trochę tych bursztynów udało nam się znaleźć. Chodziliśmy wzdłuż brzegu, zaglądając pomiędzy patyczki, wodorosty i wszystko to, co po swojej nocnej robocie zostawiło morze.

Kto kiedykolwiek szukał bursztynu, ten wie, że jest w tym coś wciągającego. Niby człowiek tylko spaceruje po plaży, ale po chwili zaczyna dokładnie oglądać każdy podejrzanie błyszczący kawałek. Znalezienie nawet niewielkiej bursztynowej drobinki potrafi wtedy sprawić zaskakująco dużo radości.

I chyba właśnie podczas jednego z takich spacerów pomyślałem, że skoro pytaliście o bursztyny, warto rzeczywiście coś z nimi zrobić. Tym bardziej że Bałtyk mam właściwie na wyciągnięcie ręki.

Bursztyn jest oczywiście zupełnie inny od minerałów, z którymi najczęściej pracuję. Ma jednak za sobą historię równie ciekawą jak niejeden kamień przywieziony z gór.

Bo bursztyn tak naprawdę nie jest kamieniem

Choć często wrzucamy go do jednego worka z kamieniami ozdobnymi, bursztyn jest czymś zupełnie innym. Bursztyn bałtycki, nazywany sukcynitem, to kopalna żywica drzew. Jego historia rozpoczęła się dziesiątki milionów lat temu.

Żywica wypływająca z dawnych drzew trafiała do ziemi i osadów. Przez ogromny okres zachodziły w niej procesy, dzięki którym dziś możemy trzymać w dłoni kawałek świata sprzed milionów lat.

To chyba jedna z rzeczy, które najbardziej mnie w bursztynie przekonują. Lubię materiały, które nie są idealne i powtarzalne, tylko mają swój własny charakter. Jeden kawałek bursztynu jest niemal przezroczysty i ma kolor jasnego miodu, inny jest mleczny, a jeszcze inny ciemniejszy lub pełen drobnych struktur.

Czasami w bursztynie zachowały się również fragmenty roślin czy niewielkie organizmy uwięzione w żywicy miliony lat temu. Trudno chyba o lepszy dowód na to, że natura potrafi tworzyć rzeczy, których później nie ma sensu przesadnie poprawiać.

Pod tym względem bursztyn jest mi właściwie bardzo bliski, bo podobnie patrzę na kamienie i minerały. Nie interesuje mnie idealna powtarzalność. Wolę, kiedy materiał ma swoją strukturę, ślad pochodzenia i coś, co sprawia, że drugiego identycznego egzemplarza po prostu nie będzie.

Gdzie właściwie szukać bursztynu?

Jeżeli przy okazji pobytu nad Bałtykiem sami będziecie chcieli spróbować swoich sił, nie szukajcie bursztynu na idealnie czystym i równym piasku. Znacznie ciekawsze są miejsca, w których morze wyrzuciło wodorosty, drobne kawałki drewna, muszelki i inne lekkie pozostałości.

Właśnie pomiędzy nimi może ukrywać się bursztyn. Czasami więc najmniej atrakcyjny fragment plaży okazuje się dla poszukiwacza najbardziej interesujący.

Najlepsze warunki pojawiają się zwykle po sztormach i silniejszym wietrze. Morze wzrusza wtedy dno i wyrzuca na brzeg to, co wcześniej znajdowało się pod wodą.

Nie istnieje jednak żaden pewny przepis na pełne kieszenie bursztynu. Jednego dnia można chodzić godzinę i nie znaleźć prawie nic, a innym razem wystarczy kilka minut w odpowiednim miejscu. W tym chyba zresztą tkwi cała przyjemność. Gdyby bursztyny leżały wszędzie jak zwykłe kamyki, prawdopodobnie nikt nie cieszyłby się tak bardzo z ich znalezienia.

Dobrymi miejscami do poszukiwań są plaże Zatoki Gdańskiej i Mierzei Wiślanej. Warto próbować między innymi w okolicach Wyspy Sobieszewskiej, Jantaru, Stegny czy Krynicy Morskiej.

Bursztynu szuka się oczywiście również na innych odcinkach polskiego wybrzeża, chociażby w okolicach Łeby i Ustki. Warto przede wszystkim obserwować morze i to, co zostawia na brzegu, zamiast przywiązywać się do jednego konkretnego miejsca.

68 kilogramów bursztynu? To już trzeba mieć solidny łańcuszek 🙂

Skoro zacząłem trochę więcej czytać o bursztynie, trafiłem też na ciekawostkę dotyczącą największej znanej bryły. Waży ona aż 68,2 kilograma i znajduje się obecnie w Muzeum Bursztynu w Gdańsku.

Co ciekawe, nie jest to bursztyn bałtycki. Ten olbrzym pochodzi z Sumatry w Indonezji, gdzie został znaleziony w pokładach węgla brunatnego.

Przyznam, że kiedy człowiek cieszy się na plaży z bursztynu wielkości paznokcia, informacja o ponad sześćdziesięciokilogramowej bryle trochę zmienia perspektywę. Z drugiej strony chyba nie chciałbym zastanawiać się, co z takim kawałkiem zrobić w pracowni. Na pierścionek raczej za duży, a i na zawieszkę trzeba byłoby znaleźć wyjątkowo wytrzymałego właściciela. 🙂

No dobrze, ale co z tego wszystkiego wynikło?

Ano właśnie to, że postanowiłem posłuchać Waszych pytań i zrobić trochę biżuterii z bursztynem. Nie zamierzam oczywiście nagle zamieniać gór na morze i udawać, że od dziś będę chodził wyłącznie po plaży z sitkiem w ręku.

Góry nadal pozostają dla mnie najważniejsze i nic się pod tym względem nie zmieniło.

Pomyślałem jednak, że skoro mieszkam nad Bałtykiem, często jestem na plaży i od czasu do czasu sam znajduję tam bursztyn, byłoby trochę dziwne zupełnie go ignorować. Tym bardziej że bursztyn daje ogromne możliwości, a każdy jego kawałek jest trochę inny. Właśnie takie naturalne, niepowtarzalne materiały najbardziej lubię brać do ręki w pracowni.

Dlatego trochę bursztynu pojawi się również w Klejbor na Kresach Świata. Zobaczymy, co z tego wyniknie i jak przyjmiecie pierwsze rzeczy. Ja na pewno chcę podejść do niego po swojemu. Bez robienia idealnie jednakowych ozdób, za to z wykorzystaniem tego, co w konkretnym kawałku zostawiła natura.

A kiedy następnym razem będę biegał po plaży, pewnie znów zamiast patrzeć przed siebie będę zerkał pod nogi. Kto wie, może gdzieś pomiędzy patykami i wodorostami będzie leżał kawałek bursztynu, który za jakiś czas trafi do jednego z Was.

Nie martwcie się jednak – góry nadal są dla mnie najważniejsze. 🙂

Po prostu czasami okazuje się, że żeby znaleźć coś ciekawego, wcale nie trzeba jechać daleko. Czasem wystarczy wyjść z domu i pójść na plażę.

Podobne wpisy